wtg

Weterani Turystyki Górskiej z Jarosławia
e-mail: wal@konto.pl

środa, 15 sierpnia 2012

Kalwaria Pacławska - Wielki Odpust Kalwaryjski



W piątek 10-go sierpnia po południu wybraliśmy się w pielgrzymkę do Kalwarii Pacławskiej i nie byłoby w tym nic ciekawego gdyby nie to, że… - ale o tym później.
Postanowiliśmy udać się w tym roku na Wielki Odpust Kalwaryjski. Wielu chętnych nie było, więc ja Jacuś, Wiesio Matrejek i Krysia „Czoperka” postanowiliśmy dołączyć do pielgrzymów z Woli Michowej. Ustaliliśmy, że do nich dołączymy w Myczkowie k/Polańczyka gdzie pielgrzymi mają pierwszy nocleg. Kolega Jacek Hołub w tym dniu przyjmował dyżur w GOPR-ze w Cisnej, to przy okazji podwiózł nas pod schronisko dla pielgrzymów. Wielkie nasze było rozczarowanie, że nikogo tam nie zastaliśmy? Jacek musiał jechać, zostaliśmy późnym wieczorem w Myczkowie sami. Po analizie, „za i przeciw” doszliśmy do wniosku, że przecież nie jedyni jesteśmy turyści, których biuro podróży pozostawiło na własną rękę. Organizator „Kiju Trawel” musiał też chyba ogłosić upadłość, ponieważ kilka dni temu w rozmowie telefonicznej zapewniał, że pielgrzymka odbędzie się. W każdym razie staliśmy tam i rozważaliśmy różne warianty dalszej pielgrzymki. Najlepszym rozwiązaniem było wezwać wóz techniczny, który zabrał nas wraz z plecakami do Krościenka k/Ustrzyk Dln. Gdzie przenocowaliśmy jak przystało na pątników w noclegowni o ciekawej nazwie „Pod Budą” ;-).
Rano po skromnym śniadanku wyruszyliśmy przez górę Kiczera (610 m n.p.m.) do Liskowatego, przez KPRD (lokalna nazwa) do Kwaszeniny stamtąd drogą pod ośrodek wypoczynkowy Arłamów. Z Arłamowa szlakiem niebieskim przez Suchy Obycz (616 m n.p.m.) – najwyższe wzniesienie Pogórza Przemyskiego, nieistniejącą miejscowość Paprotna obok Cmentarza Wojennego, przez  Pacław dotarliśmy około godziny 19,00 do Kalwarii Pacławskiej. Trasa ok. 30 km.
O tym jak w uczestniczyliśmy w obrzędach Wielkiego Odpustu Kalwaryjskiego nie będę opisywał.
Na wstępie pisałem, że zdarzyło się coś, co zasługuje na pochwalenie się.
Pogoda w tym roku na Kalwarii była fatalna. Zimno i padało. W poniedziałek 13-go poszliśmy z Kolegiatą Jarosław na Dróżki pogrzebu Matki Bożej. W Dróżkach uczestniczyło kilka tysięcy pielgrzymów. W pewnym momencie na stromym zejściu było tak ślisko, że ludzie zjeżdżali na tyłkach. Ratownicy Medyczni pomagali większości zejść. Jedyni na taką ilość osób, myśmy byli wyposażeni w raki na buty, co umożliwiało nam stabilnie poruszać się po stoku.
W to miejsce dotarła również figura Matki Bożej. Asysta i niosący figurę nie byli sami w stanie po tak błotnistym i śliskim stoku w swoich „meszcikach”, ślicznych pantofelkach znieść posąg. Wraz z Ratownikami Medycznymi po ponad półgodzinnej, można powiedzieć karkołomnej, eskapadzie przy naszej nie skromnej, lecz wielkiej pomocy udało się znieść bez upadku figurę Matki Bożej. Następnie z Wiesiem pomagaliśmy w dalszym ciągu sprowadzać pielgrzymów po tej ślizgawicy.
Tak jak już pisałem nie będę opisywał naszego odpustu, ale na zakończenie muszę zwrócić uwagę na jeden fakt.
Jedną z najczęściej uczęszczających osób w pielgrzymkach do Kalwarii Pacławskiej jest mama Jacka Hołuba, która w tym roku była po raz 66-sty (słownie: sześćdziesiąty szósty). Jak mówi „… miałam jedynie przerwę do urodzenia do 10-go roku życia.”
tekst i zdjęcia: Jacuś Bis


NASZA TRASA
 








 

 

 



 

 

 

 

 

 

   

 

 

 

 

 

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

 

 



 

 



 

 

 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

 

 

 

   



 

   

 

   

 

 

 

 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz